Miesiąc nic nie pisaliśmy, bo i działo się dużo, i w związku ze ślubem stosunkowo mało. Co ważniejsze pozałatwiane, zostały trzy - cztery kwestie do dogrania i ciągle na nie brak czasu. Wolałabym mieć już wszystko zorganizowane, ale mam też świadomość, że codzienne życie niesamowicie pochłania i odciąga od czegoś, co może i ważne, ale nie kluczowe.
Zanim napisałam posta, chwilę zajęło mi ustalenie "Ile to tych dni do ślubu???" Nie, nie jest tak, że liczę codziennie. Nie budzę się z myślą, że jeszcze sto ileśtam dni ciężkiego życia panny, nie zasypiam z poczuciem, że to już o dzień bliżej... Aby nie tracić czasu kolejnym razem przed napisaniem na blogu, już wszystko poobliczałam i wpisałam do kalendarza. Już wiem, że na przykład 5 czerwca będzie 72 dni do ślubu ;) W ogóle to życie panny złe nie jest. Mężatki pewnie też nie: grunt to być pogodzonym z sobą i życiem, a żaden stan cywilny nie będzie problemem. Gdybym miała jednak udzielić szczerej odpowiedzi, nie zamieniłabym życia ze Sławkiem na samodzielne :)
Wczoraj świętowaliśmy Dzień Św. Patryka. Sama nigdy nie przywiązywałam do tego dnia, ale cztery lata temu, Sławek (po raz pierwszy) zaprosił mnie na wspólne wyjście. Właśnie wtedy poznałam jego znajomych i brata:) Taka, w sumie kolejna, "nasza" mała rocznica.
A Wy piliście wczoraj zielone piwo???* ;)
*ja nie, wolałam kawę, czym sprawiłam chyba problem barmankom w Pod Papugami... trudno. Kawa lepsza niż piwo! ;)